13.12.11 - czy to nie jest super data... przynajmniej prosta do
zapamiętania (dla co poniektórych - Programista się do nich nie
zalicza...)
Jest to 30 rocznica wprowadzenia stanu wojennego ...
No
i
NARODZINY MAŁEJ PROGRAMISTKI... wspominając jak to było rok temu...
Gdy byłam świeżo upieczoną Żoną Programisty:) to, że całe moje życie
toczyło się w koło jednego Małego Programisty... przeprowadzka do
własnego mieszkania (już bez Mamy i Ojca Programisty). A tu teraz, cały
swoj czas/ miłość przyszło mi podzielić na dwoje! Było wiele obaw, chwil
zwątpienia i ale i wiele radości, miłosci...
12.12.11
chwile
gdy poczułam pierwsze skurcze, bardzo delikatne i prawie przez pół dnia
je ignorowałam... aż po południu postanowiłam że pojadę to sprawdzić...
w miedzy czasie wstapiłam jeszcze do babci na pierożki z mięsem.
Dodajmy, że sama z Małym Programista i mama musiałam dojechać autem.
Gdy
już doczekałam się tego mojego chłopa pojechałam (znów ja prowadziłam)
do szpitala... jeszcze miesiąc przecież wiec pewna swego, to tylko
skurcze przepowiadając poszła i SZOK!
KTG podłączone skurcze słabe:
Położna: i z czym ty tu do nas przychodzisz:)
Żona Programisty: ostatnio też miałam takie skurcze a kilka godzin poźniej miałam W. w rękach;)
Położna:
a to dobrze że Pani mówi:) zaraz przyjdzie lekarz i zbada i podejmiemy
decyzję co dalej... bo sama Pani wie to trzeba to poważnie wszystko
przemyśleć...
Żona Programisty: no ok.
Przyszedł
lekarz zbadał (3 palce), zrobił usg... sączenie wód... przeczytał
kartę... - 35 tc - Mogę Panią przyjąć ale to będzie wcześniak, wiec nie
wiadomo jak to będzie i może się okazać że będzie Pani jeździć do
dziecka do Częstochowy... tak więc lepiej - żeby Pani pojechała do CSK
lub do Tychów... bo tam maja odziały dla wcześniaków...
No wiec Tychy.
Szpital jak szpital, próba zatrzymania akcji skończyła się na niczym... No więc rodzimy...
W głowie sto tysięcy myśli: Jak to?! Już? teraz? zaraz? a święta? a przygotować wszystko? a posprzątać? NIEEEeeeee!!!!!
Lekarz: Imię i nazwisko przepisujemy z karty...
Żona Programisty: ale ja już nie jestem pod tym nazwiskiem...
Lekarz: jak to? wszystkie dokumenty sa pod Paniśkim...
Żona Programisty: tak, bo nie zdążyłam wymienić...
Lekarz: bo to się robi od razu prosze Pani...
Żona Programisty: tak wiem, ale nie mamy jeszcze aktu ślubu bo ślub był 10 dni temu...
Lekarz:
aha... No to sobie Pani dzidziusia wytańczyła... ale i tak dzidziuś
urodzi się więc pod Paniskim... (fack! A mogliśmy poczekać z tym
ślubem... bo i tak wyszło jak zawsze;P)
i tak czekałam
godziny mijały skurcze takie jak to zwykle prawie nie wyczuwalne...
poprosiłam o piłke, poskakałam, zrobiłam sobie prysznic... kolo 1 w nocy
powiedziano że mam się położyć, na sale... i rano bedziemy działać no
chyba że coś się zmieni do tego czasu... wiec poszłam... spać nie
mogłam... jeszcze Programista namieszał mi we łbie...
Programista: to może jednak Michasia?
Żona Programisty: całą ciąże miała być Nina, a ty mi teraz na porodówce imię zmieniasz...?! no chyba cię pogrzało dziewczynko:P
godzina 8 rano obchod ja sobie spokojnie leże... pan dr. opadł się delikatnie na brzuchu i i polała się znow delikatnie woda...
Dr: Panie idzie rodzić... ja nie wiem co Pani tu jeszcze robi...
No
więc znów wróciłam na porodówkę... no i coś tam ruszyło! w miedzy
czasie kilka sms'ów poszlo w świat... i zaczeło się... woda się
polała... położna ZIELONE! rodzimy i to już podkrecenie kroplówki... i
chop...
10.40 moje dziecko przyszło na świat:
Położna: proszę zobaczyć jaka śliczna kruszynka
Żona Programisty: a dla czego ona nie płacze!
Położna: powinna się pani cieszyć ze taka spokojna... (taaaa... bardzo teraz spokojna;P)
Żona Programisty: a ma wszystkie paluszki ( nie wiem co mi się zrobiło, że akurat o paluszki zapytałam)
Położna: tak wszystkie Paluszki ma - raz, dwa, trzy (...) dwadzieścia...
I zabrali mi ją... na badania... i do inkubatora... dostałam ją dopiero 20 grudnia i wyszliśmy od razu do domu....
 |
ta, wcześniak 2990 i 50 cm;P |
Poród wspominam dobrze... mimo strachu zielonymi wodami... ale to czekanie... to okropne czekanie na to aż dadzą mi dziecko gdy wszystkie mamy w kolo mają swoje maluszki...
Teraz podsumowując ten rok - jestem zadowolona z tego jakie kochane mam dzieci... Nina nadała nowy wymiar temu co w nim się dzieje... Mały Programista nas rozpieścił bo był BARDZO BARDZO grzecznym dzieckiem za to Mała Programistka Rozpierducha chodząca... i jej te kochane miny... czego się przy niej nauczyłam...? Miłości ale takiej innej, nie chłopieńcej... co zyskałam... dziewczęcość... zawsze byłam chłopczycą... a teraz odkrywam zamiłowanie do lalek, sukienek, spineczek... zrozumiałam, że da się kochać oboje dzieci tak samo... jestem pełna nadziei i radości, że mam domu taką "małą" zdrowa kobitke... która charakterkiem dorównuje mamusi - wiecie chciałabym mieć taka małą kopie siebie (na co pewnie Programista nie będzie się radować).
.. ;)
A i dzięki Niej poznałam wiele, wspaniałych ludzi - Dziękuję wam
na spędzenie ze mną całej ciąży, i tego roku - mam nadzieję że
przynajmniej w pewnymi osobami ta znajomość przetrwa na lata.